Dziennikarze podzieleni w sprawie afery taśmowej

- Całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu – oświadczyła wczoraj Monika Olejnik podczas konferencji prasowej Donalda Tuska. – Ja nie jestem – błyskawicznie odpowiedziała dziennikarce Ewa Milewicz z „Gazety Wyborczej”. Jak afera taśmowa wpłynęła na środowisko dziennikarskie w Polsce? Czy początkowe zjednoczenie może zamienić się w jeszcze większy podział?

Gdy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyła 18 czerwca do „Wprost”, prawie wszyscy dziennikarze wykazywali solidarność z redakcją. Środowisko wydawało się nadzwyczaj zjednoczone podczas gorącego wieczoru w siedzibie tygodnika. Gdy ABW zarządziła przeszukanie, w budynku byli przedstawiciele redakcji od prawa do lewa. „Pospolite dziennikarskie ruszenie” zarządził Cezary Gmyz. Jego apel doczekał się natychmiastowej odpowiedzi.

Kto żyw z dziennikarzy powinien teraz jechać do Redakcji Wprost. TO NIEBOTYCZNE NARUSZENIE WOLNOŚCI PRASY !!!!!!!!!!!!!!!!

Pojawienie się wspólnego „wroga” pozwoliło na chwilę zjednoczyć skonfliktowane od lat środowisko.

Wczoraj podczas konferencji Donalda Tuska Monika Olejnik wystąpiła z emocjonalnym oświadczeniem. – ABW nie powinno używać siły w wolnym państwie. To się pierwszy raz wydarzyło od 1989 roku i całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu – powiedziała na koniec spotkania premiera z dziennikarzami. – Tak zauważyłem – krótko odpowiedział Tusk. Później internauci rozpowszechniali ten dialog pod hasłem: „Monika Olejnik masakruje Donalda Tuska”.

Po oświadczeniu wygłoszonym przez Monikę Olejnik na portalach społecznościowych pojawiły się komentarze pochwalające postawę Olejnik.

Monika Olejnik ładnie. Szacun.

Jednak już wtedy środowisko zaczęło się dzielić. Jeszcze w trakcie konferencji, na Twitterze pojawiły się pierwsze głosy krytykujące postawę dziennikarzy prawicowych mediów. Za napastliwość, zbyt duże emocje i pomaganie Tuskowi, który wcześniej podczas spotkania wypadł – według dziennikarzy – bardzo niekorzystnie.

                        Marek Magierowski

Monika Olejnik niszczy Tuska. No dobra, możecie mnie już obudzić?

Jan Mikruta 

Panowie z Republiki i GPC właśnie sprawili, że PDT zaczął lepiej wypadać na tej konferencji. Powinien być im wdzięczny.

           Jacek Czarnecki

nie pamiętam by ktoś pokrzykiwał na Prezesa Kaczyńskiego na jego konferencjach. krzyczał jak nie chce pan odpowiadać to po co ta konfa.

Po konferencji wypowiedział się jeden z głównych zainteresowanych, dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” Samuel Pereira.

                      Samuel Pereira 

Zwracam uwagę na fakt, że niezależnie od naszego zdania, walka między dziennikarzami teraz jest na rękę premierowi.

Sytuację skomentowała również Monika Olejnik w swoim felietonie napisanym po konferencji. „Oprócz ochrony tajemnicy dziennikarskiej ważna jest kultura dziennikarzy. Nigdy w życiu nie byłam świadkiem tak chamskiego zachowania prawicowych dziennikarzy wobec premiera, jak w czasie ostatniej konferencji prasowej. Ciekawe, czy pozwoliliby sobie na taki ton wobec Jarosława Kaczyńskiego” – retorycznie pytała Olejnik.

Poważna różnica zdań zawiązała się również wokół tego, co powiedziała premierowi sama Olejnik. Niedługo trzeba było czekać na głosy protestujące przeciwko jej stanowisku. Pierwszą oponentką okazała się jedna z legend „Gazety Wyborczej” Ewa Milewicz.

„Nie słyszałam o kraju zamordystycznym, w którym możliwa byłaby transmisja na żywo w telewizji z przeszukania dokonywanego przez specsłużby i prokuraturę. W którym najważniejsza dziennikarka w kraju mogłaby na żywo przekazywać wyrazy solidarności z redaktorem naczelnym przeszukiwanej redakcji i apelować o wolność słowa” – napisała Milewicz. „Moniko, kraj, w którym możesz to robić, pozostaje demokratyczny, choć niedołężny” – dodała.

W dyskusję włączył się – również na łamach „Gazety Wyborczej” – Seweryn Blumsztajn. „Nie kreujmy na ikonę wolności słowa redakcję, która specjalizuje się w publikowaniu materiałów z nielegalnych podsłuchów. Takie publikacje są, po pierwsze, obrzydliwe, a po drugie – niezgodne z prawem” – pisał w swoim komentarzu.

„Skandal, który destabilizuje państwo”

Jeszcze przed czwartkową konferencją prasową premiera ferment w środowisku dziennikarskim zasiał dziennikarz „Polityki” Adam Szostkiewicz. „Moim zdaniem skandal z zorganizowanym podsłuchiwaniem osób publicznych w miejscach prywatnych destabilizuje państwo, a to jest stan wyższej konieczności, w której prawo do tajemnicy źródeł jest dobrem niższym i powinno ustąpić pierwszeństwa dobru wyższemu, jakim jest bezpieczeństwo demokratycznego państwa i jego obywateli” – można było przeczytać w jego komentarzu.

W internecie pojawił się również głos innego z nestorów polskich mediów. „Dziennikarze nie muszą być dziczą nie przestrzegającą żadnych zasad, ani politycy z poparciem dziennikarzy nie muszą swoją nieodpowiedzialnością niszczyć podstaw państwa polskiego” – napisał Stefan Bratkowski.

„Publikacja informacji, choćby najatrakcyjniejszych, jeśli pochodzą z przestępstwa, jest sprzeczna z zasadami kodeksu Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, nie mówiąc już o kodeksie karnym. Dziennikarz powinien sprawdzić źródło informacji i nie może go nie znać” – podkreślił Bratkowski. „Jeśli już kogoś aż tak zafascynowały ujawnione treści, może drążyć interesujący go temat w bezpośredniej rozmowie. Inaczej zamieniamy dziennikarstwo w szambo. To szambo dziś zalewa media polskie” – kontynuował w dosadnym stylu. „Nie akceptuję udziału medióww nieuzasadnionej próbie zamachu stanu, inaczej mówiąc, występuję w obronie szacunku do władz własnego państwa” – zaznaczył.

Opinię honorowego prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich skomentował Jacek Czarnecki, były korespondent wojenny i wieloletni dziennikarz sejmowy Radia Zet.

                      Jacek Czarnecki

Przykro mi to mówic ale Stafan Bratkowski chyba nie wszystko rozumie.

Dla portalu Onet wypowiedzi w tej sprawie udzieliła wicenaczelna „Newsweeka” Aleksandra Karasińska. – Słyszę porównania tej całej sytuacji do afery Watergate i one są według mnie śmieszne. Tam dwa lata trwało śledztwo dziennikarskie a publikacje w Washington Post następowały po dokładnym sprawdzeniu przez dziennikarzy wszystkich wątków, świadków i dokumentów – przyznała.

- Trzeba zrozumieć, że publikowanie „wrzut” i odgrywanie potem roli Joanny D’Arc nie robi jeszcze z nikogo obrońcy wolności słowa. Jeśli „Wprost” w czwartek dostaje nagrania, w piątek je publikuje to o jakim śledztwie mówimy? Co nie znaczy, że dobrze oceniam postępowanie prokuratury, cała akcja była niezborna, nieudolna i zapewne niepotrzebna – oceniła Karasińska.

Dyskusja o reakcjach dziennikarzy nie ustaje. Dzisiaj wypowiedź Jacka Żakowskiego przytoczyła na Twitterze znana blogerka Kataryna.

                       kataryna 

Piękne. Żakowski: Dziennikarze to grupa rozhisteryzowanych, napalonych głupców, którzy wszędzie wietrzą spiski…

Głos zabrał również Konrad Piasecki, który próbował tonować nastroje.

                       Konrad_Piasecki

Wydaje mi się że dziennikarze, nawet w sprawie dot ich środowiska mogą mieć rożne zdania. A nie okładać się po łbach jeśli ktoś się wychyli

Medialną wymianę opinii spuentował dziennikarz TVN24.pl Robert Zieliński.

„Ocena tygodnika ”WPROST” zjednoczyła środowisko dziennikarskie. Ale nie jest powiedziane, że ostatecznie nie wykopie jeszcze głębszego podziału” - napisał na swoim profilu na Twitterze.

Źródło: Onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>